Słyszę od prawicowych blogerów z najpopularniejszego portalu z blogami politycznymi że gdy idzie o Smoleńsk nie zajmują się hipotezami, tylko piszą o faktach.

 

Brzmi to dobrze. Uściślijmy jednak co jest faktem, co hipotezą, a co faktem medialnym.

 

Najpierw trzeba by zapytać, czy coś co jest faktem medialnym wystarczy uczciwemu człowiekowi, który hobbystycznie pisze sobie w internecie. Ależ nie! - odpowie każdy. Przecież uczciwego człowieka nie interesują fakty medialne, tylko fakty! A co to w ogóle takiego fakt medialny?

 

Bronisław Geremek w pierwszej połowie lat 90-tych powiedział publicznie, wobec dziennikarzy, że interesuje go wyłącznie fakt prasowy . Po takiej wypowiedzi wydawałoby się że osoba to mówiąca zostanie zdyskredytowana. Oczywiście w przypadku takiego tuza aż tak radykalnych postaw mainstreamu nie należało się spodziewać. Tak się złożyło że oglądałem i słuchałem tę wypowiedź „na żywo” w tv. Nie spodziewałem się że sk......o w Polsce ewoluowało już w formę bardzo dojrzałą, toteż sądziłem, że wprawdzie Mistrz nie zostanie zrugany, ale będą mówić że może Mistrz się pomylił, etc. Nic takiego jednak nie miało miejsca, ani wcześniej, ani później. Dziennikarze przyjęli tę prawdę objawioną bez mrugnięcia okiem, bez skrzywienia, bez ironicznego uśmiechu. Komunikat był jasny. Nie liczy się prawda, tylko jak to zostanie przekazane. Ba, jeszcze gorzej: Komunikat, przekaz może być zupełnie inny niż to co się naprawdę zdarzyło. Może być nawet zdarzenia przeciwieństwem. Choć oczywiście może też się z faktami niemedialnymi pokrywać. Jak wiemy dwadzieścia lat temu możliwości manipulacji medialnej były daleko mniejsze ze względu na mniej zaawansowaną technikę.

 

Jaka pierwsza manipulacja medialna przychodzi nam do głowy? Oczywiście Wojna Światów Wellsa w wersji słuchowiska radiowego autorstwa genialnego reżysera, autora Obywatela Kane. Była to na szczęście manipulacja nie na serio i szybko odwołana przez samego autora. Jak się jednak okazywało, trudniej było aby niektórzy przestali wierzyć w najazd kosmitów niż weń uwierzyli.

 

Oto taka na przykład informacja. Pan premier przyjechał dzisiaj do siedziby rządu. Czy ktoś powiedziałby: Hipoteza?... Sami widzimy że to się sprowadza do absurdu. Blisko takiego absurdu są jednak ci, którzy nadużywają, lub źle używają słowo hipoteza.

 

Teraz Smoleńsk. Co jest hipotezą a co faktem? Co faktem medialnym, co przekazem medialnym? O fakcie medialnym będziemy zwłaszcza mówić jeśli nie mamy potwierdzenia w rzeczywistości owego faktu medialnego, jeśli na linii rzeczywistość – fakt medialny mamy zgrzyt.

 

Czy rozbicie się polskiego tupolewa z Delegacją 80 osób na pokładzie przy lotnisku Siewierny jest faktem? Faktem medialnym owszem. Absolutnie nie zaprzeczę i ze wszystkimi się zgodzę. Mogę to nawet wykrzyczeć. Rozbicie się polskiego tupolewa z Delegacją na pokładzie przy lotnisku Siewierny jest faktem medialnym! Żadnych wątpliwości nie ma że to fakt medialny jest i nikt temu nie zaprzeczy. Ale czy jest czymś więcej?

 

Aby fakt medialny pokrywał się z rzeczywistością muszą z niej wychodzić dane, które go potwierdzą.

 

Nie ma żadnych danych potwierdzających wylot tupolewa z Okęcia w dniu 10 kwietnia. Hipoteza? Nie, to jest fakt, hipotezą dopiero będą konsekwencje z niego wyciągane. To że nie ma danych na wylot (udostępnionych) danych nie przesądza, prawda, że tupolew nie wyleciał i nie dotarł do lotniska Siewierny. Ale nie pomaga w uprawdopodobnieniu faktu wylotu. Zepsuta taśma magnetyczna rejestrująca oficjalny wylot Tu 154 i zepsuty również dublujący ten zapis nośnik cyfrowy. Hipoteza? Nie : fakt. Być może przekłamany ,ale podane jest że oba te nośniki zepsuły się. Jak to możliwe? Ano zepsuły się. Żaden dziennikarz (oprócz Jaskólska i Jakucki) i polityk nie podnosi tego faktu i nie mówi jak to mogło się stać, więc i problemu nie ma. Przypomnijmy że na rosyjskiej wieży coś się jednak zachowało.

 

Zepsuł się monitornig w hali odlotów. Padły dwa twarde dyski. Hipoteza? Chyba ktoś pomylił pojęcia! Hipotezą będzie co się działo w tym czasie w hali odlotów i kto tam był, czy nie był. Oficjalnie podano że padły dwa niezależne do siebie twarde dyski. Co za pech, Delegacji obejrzeć nie możemy, choćby z monitoringu. Jak podkreślano nigdy taka delegacja, tak wyjątkowa i tak ważna nie była razem w jednym miejscu. Więc chcielibyśmy na nią popatrzeć w ramach wspominania. Daliśmy im swoje serce zwłaszcza w pierwszych dniach. Ale popatrzeć na zarejestrowaną na filmowym materiale (choćby z marnego monitoringu) nie możemy.

 

Nie było żadnych filmów ani zdjęć z odlotu Delegacji z Okęcia. Nie było też relacji osób odprowadzających. Pierwsza publicznie wyjawiona obszerna relacja Andrzeja Klarkowskiego, doradcy prezydenta jest po roku. W której przeczy sobie samemu. Która jest dziwaczna. A zdjęcia? Niedawno pojawiły się zdjęcia mające przedstawiać wsiadanie czterech osób z Delegacji do TU –154. Zdjęcia niewyraźne. Pojawiające się po 20 miesiącach od tragedii. Nieco wcześniej pojawia się jedyne zdjęcie prezydenta w samolocie będące jakością o wiele gorsze o wiele od robionych osławionym aparatem AMI dla dzieci. Mające przedstawiać Go z całą Delegacją, której jednak nie widać. Zdjęcie zresztą czarno-białe.

 

Minister Sasin po pół roku od tragedii nie wie czy i kto odprowadzał pana prezydenta i czy wylot samolotu i wsiadanie Delegacji, pobyt jej na lotnisku Okęcie został jakoś filmowo utrwalony. Nie wiedział ,ale i nie próbował tej wiedzy uzupełnić

 

Zgadzam się z jednym. Postrzeganie rzeczywistości opieramy na doświadczeniu. Na przykład sędzia badając jakąś sprawę i zastanawiając się nad prawdopodobieństwem czyjegoś czynu, czy prawdopodobieństwem zdarzeń winien opierać się także na doświadczeniu życiowym. Inaczej mówiąc: czy rzecz biorąc pod uwagę to doświadczenie zdarza się czy nie?

 

Wedle przekazów medialnych Delegacja (wtedy nie było wiadomo dokładnie kto, wiadomo było tylko „na pewno” że prezydent) miała wylecieć rano z Okęcia i przylecieć na lotnisko Siewierny, stamtąd udać się do Katynia.

O czasie w którym wedle przekazów medialnych samolot miał wylądować przyszła informacja (w uproszczeniu) o rozbiciu się samolotu z delegacją. Zatem wniosek wedle zasady prawdopodobieństwa że samolot tam się rozbił jest uprawniony. Bo skoro miał wylecieć to zapewne wyleciał i doleciał na miejsce, skoro przekazano że doleciał. Tyle że się rozbił. Gdyby na przykład nie było informacji o rozbiciu to by znaczyło że samolot zniknął i też takie podejście byłoby uprawnione.

Jeśli mówi się poprzez media że samolot z pasażerami wylatuje to zwykle wylatuje. Jeśli mówi się że samolot się rozbija to zwykle się rozbija. Jeśli mówi się że ważna delegacja wsiadała do samolotu to zwykle wsiadała. Nawet gdy nie ma stosownego komitetu pożegnalnego dla polityków i generalicji. Opieramy się na doświadczeniu, a to nam mówi że samolot jeśli ma lecieć to leci ,a jeśli nie poleci to nam mówią że nie poleciał bo na przykład była awaria i nie wystartował.

 

Podczas słuchowiska Wellsa ludzie strzelali do Marsjan i byli pewni że ich widzą, a były to w wielkie przedmioty nabierające w nocy nierealnych kształtów. Dostali przekaz medialny że Marsjanie zaatakowali Amerykę, więc jak najbardziej prawdopodobne że to duże w ciemnościach to Marsjanin. Czy to była z ich strony hipoteza? Nie to było złudzenie uprawnione faktem medialnym : Marsjanie zaatakowali Amerykę.

 

Czy jednak jeśliby autentyczność wraku, jego kompletność nie budziły wątpliwości uprawdopodabniałoby to rozbicie się tam samolotu? Oczywiście tak, ale przede wszystkim akcja ratunkowa w pełni transparentna, oraz inne, oczywiste w takich wypadkach procedury jak dokumentacja zdjęciowa ciał na miejscu wypadku. I brak tak potężnej dezinformacji.

Mimo to brak śladów (czy jak kto woli brak udostępnionych śladów) Delegacji na Okęciu byłby rzeczą zadziwiającą i niesłychaną i trzeba byłoby to szybko wyjaśnić, nawet gdyby wszyscy byli pewni że przy Siewiernym to była katastrofa lotnicza.

 

Tak więc rozbicie się Tu154 przy Siewiernym jest hipotezą zaś brak śladów Delegacji na Okęciu jest faktem. A co z tego faktu wynika to już inna rzecz.

 

Czas odlotu tupolewa z Okęcia. Godziny i minuty były od początku różne. Fakt czy hipoteza? To był czas oficjalnie podawany zresztą. Hipotezą jest co z tego wynika. Oczywistym jest że brak możliwości ustalenia w XXI wieku z lotniska spełniającego światowe standardy czasu odlotu samolotu jest czym zupełnie niewiarygodnym. Niewiarygodnym w wypadku zwykłych pasażerów. A to była wyjątkowo ważna Delegacja. Do tego jedyna taka w dziejach współczesnego państwa polskiego. To są fakty nie hipotezy proszę państwa.

Minister Miller w lutym ubiegłego roku na konferencji prasowej przyznał że badał czas odlotu tupolewa z Okęcia za pomocą czasu w kamerze Wiśniewskiego, którą tenże filmował szczątki samolotu przy Siewiernym.

Czy można przejść do porządku dziennego nad takim faktem. Niektórzy widać mogą , także blogerzy, którzy mówią o sobie że są niezależni, patriotyczni i nie mają wątpliwości co do tego że to był zamach.

 

Wedle relacji rodzin aktor Zakrzeński i szefowa kancelarii prezydenta Doraczyńska wyszli z domu do podstawionych samochodów służbowych o czwartej.

Niejeden prawicowy (czy na pewno prawicowy i czy na pewno bloger?) gdy to słyszy mówi: hipotezy. O fakty to są że odczytano nowe słowa z kopii czarnych skrzynek. Doprawdy? Nie wątpię w to że odczytano. Faktem jest też że podaje się takie rzeczy do wiadomości publicznej. Tylko odczytano z czego? Skrzynki mogą być ordynarnie sfałszowane nawet gdyby samolot uległ unicestwieniu przy Siewiernym, a w przypadku gdy go tam nie było są fikcją. I to niektórzy uważają za poważną analizę smoleńską a do tego w konkretnym przypadku obronę honoru generała lotnictwa. Zaś aktor

Zakrzeński wsiadający do samochodu o czwartej to dla nich hipoteza, albo spiskowa teoria, wszystko jedno prawda?

 

Fakty mówią inaczej? Tym gorzej dla faktów. To też znamy, czyż nie?

 

Nikt nie próbuje zaprzeczyć że pan Zakrzeński wsiadając do podstawionego samochodu o czwartej winien być na lotnisku w takim czasie że dziennikarze z jaka, którzy jak mówili szukali kogokolwiek z Delegacji by zrobić wywiad powinni go spotkać. A nie znaleźli nikogo. Z miejsca gdzie mieszka - na Okęcie jedzie się bardzo krótko, zwłaszcza gdy nie ma ruchu, jak przed świtem, w kwietniu. O czwartej wsiadła też pani Doraczyńska. Hipotezy? Ciekawe. Jeśli ja na przykład jechałem kiedyś ze ścisłego centrum na Okęcie mniej więcej od 9-tej rano 20-30 minut to czy to jest hipoteza?

Tak, wykłuwam ciągle oczy tym słowem, ale są pewne granice nierzetelności.

 

Nie ma powodu też sądzić że część innych osób nie wyszła z domu również o czwartej do podstawionych służbowych samochodów. I co? No właśnie. I co...?

 

Generał Potasiński nie mógł dotrzeć z Krakowa na Okęcie aby zdążyć na „oficjalny” czyli przybliżony czas odlotu tupolewa około 7.30 wyjeżdżając o porze o której wedle relacji wyjechał. Hipoteza? Jest określona odległość, łatwo przeliczyć ile może jechać samochód nawet bardzo szybko, konkretną drogą. No chyba że uznamy że samochody generalskie mają jak samochód Fantomasa skrzydła, wtedy rzeczywiście twierdzenie że samochód nie mógł dotrzeć, bo czas za krótki jest czepianiem się.

 

Nie ma śladów potwierdzonej obecności prezydenta w życiu publicznym w tym medialnej od końca wizyty na Litwie w dniu ósmego kwietnia. To jest fakt. Z tym że nie jest niestety medialnym. A ponieważ liczą się medialne jak wiemy, musi z owym przegrać.

Co wynika z tego że nie ma takich śladów? To są hipotezy. Niezależnie od tego jednak co z tego wynika, (a może nic, prawda?), tylko takie dziwo kolejne aby katastrofa była jeszcze bardziej niezwykła, bo skoro jedyna taka w dziejach świata i wyjątkowa to i medialne ślady obecności prezydenta mogą nie istnieć.

 

Ale tenże brak śladów obecności prezydenta jest niestety faktem. Nawet być może ślady takie są ukryte. Niech będzie. Faktem jest że opinia publiczna nie ma do nich dostępu, a i politycy i dziennikarze nie twierdzą że one są.To jest fakt że czegoś nie ma, lub nie jest dostępne. Możemy to sprawdzić empirycznie.

 

Natomiast fakt wylotu tupolewa z Delegacją i jego destrukcji przy Siewiernym pozostaje wciąż tylko faktem medialnym.